Spocony opanował strach i kopnął je mocno.

Która jest godzina, do cholery?

myśleć o tym, że jej mąż znajduje się na drugim krańcu kontynentu i walczy z demonami
– Dobra, więc mów. Co chcesz wiedzieć i dlaczego?
Kanady po Meksyk. Słońce wisiało nisko nad horyzontem, sznur samochodów, choć gęsty,
– Ale Jennifer czy też jej naśladowczym nie żyje, prawda? Sam widziałeś, jak się rzuciła
- Ja też. - Tak trudno zdobyć jego podpis? Powiedział, że mogę wyjść ze szpitala, prawda? - Naciskała Amanda, a jej ładna buzia mówiła „nie wciskaj mi tu kitu”. - Tak powiedział. Jestem pewna, że za kilka minut wszystko będzie gotowe. Mamy tu dzisiaj duży ruch. Są jeszcze inni pacjenci - odpowiedziała pielęgniarka z wyrozumiałym, ale mocno wymuszonym uśmiechem. Potem spojrzała na pager przy pasku. - Proszę tu poczekać. - Podeszła do telefonu i podniosła słuchawkę. Amanda gotowała się ze złości. - Pani Drummond? - zapytał Reed, otwierając portfel i pokazując odznakę. - Pierce Reed z policji w Savannah. - Wiem, kim pan jest - powiedziała niecierpliwie. - Co pan tu robi? - Słyszałem, że miała pani nieszczęśliwy wypadek. - Nieszczęśliwy wypadek? Tak się to nazywa? Jezu, mój przewód hamulcowy został przecięty, tak powiedział ten policjant, kiedy zadzwonił do mojego męża. Jeśli to prawda, to znaczy, że ktoś próbował mnie zabić. - Odgarnęła włosy z oczu. - Znowu. Wie pan o tym, prawda? Sześć miesięcy temu ktoś chciał zepchnąć mnie z drogi. Nikogo to wtedy nie interesowało. Dopiero teraz się pojawiacie, gdy omal nie zginęłam. - Założyła ręce na piersi. - To nie był nieszczęśliwy wypadek, detektywie. To w ogóle nie był wypadek. - Zaczęła podnosić się z wózka. - Ktoś próbował mnie zabić! - Pani Drummond, proszę nie wstawać z wózka. Takie są zalecenia szpitala - powiedziała pielęgniarka. - Nie potrzebuję żadnego wózka, chcę stąd wyjść - warknęła Amanda. Wstała, nie spuszczając wzroku z Reeda. - I potrzebuję ochrony policji. Ktoś strzela do naszej rodziny jak do kaczek i zdaje się, że jestem następna w kolejce. - Domyśla się pani, kto to może być? - Czy to nie pańskie zadanie? To pan jest detektywem. - Chciałbym dowiedzieć się od pani, co się wydarzyło - powiedział, zastanawiając się, dlaczego dotknęły go jej docinki. Rozpuszczona, bogata suka. - Świetnie. Czas, żebyście się tym poważnie zajęli. Zanim wszyscy skończymy jak Josh Bandeaux! - Przed szpital zajechał samochód. - Wybaczy pan, ale przyjechał mój mąż. - Spojrzała lekceważąco na pielęgniarkę. - Wychodzę, z wypisem czy bez. - Już po problemie. Doktor Randolph właśnie go podpisał. - Pielęgniarka podała jej kopertę, a do holu wszedł wysoki chudy mężczyzna w mundurze pilota. - Co się stało? - zażądał wyjaśnień, a potem, już ciszej, dodał: - Wszystko w porządku? - To się stało, że ktoś chciał mnie zabić, skończyło się na rozwaleniu samochodu. I... nie... nic mi nie jest. - Amanda złagodniała, zamrugała kilka razy i odchrząknęła, jakby zebrało jej się na płacz. Opanowała się jednak i odzyskała swój zwykły sarkastyczny ton. - To jest detektyw Reed. Złapie tego sukinsyna, zanim znów uderzy. Prawda, detektywie? - No cóż, zrobimy wszystko, co w naszej mocy. - Pani Drummond, proszę usiąść. - Pielęgniarka była nieustępliwa i Amanda z ociąganiem usiadła na wózku. - Mam nadzieję, detektywie Reed - rzuciła Amanda przez ramię. - Bo następnym razem mogę nie mieć tyle szczęścia i będziecie mieli kolejne niewyjaśnione morderstwo.
– Mamy jeszcze inne zdjęcia – ciągnął Bentz niskim, groźnym głosem.
zgorzkniałym Bentzem – idealistka.
drinka.
– Trzeba je trochę popieścić.
Macham ręką i rozmawiam ze znajomymi rannymi ptaszkami, wchodzę na wagę i jęczę
Hayes opadł na krzesło, przerzucił sobie krawat przez ramię.
W kółko chodziła po klatce, szukała drogi ratunku. Na darmo. Kamera jest poza jej
Płakała. Jej serce waliło szybko, niespokojnie, jakby zaraz miało pęknąć. Modliła się bez
stoliku znalazły się w niebezpieczeństwie..

    
własnej córki?

bardzo pózna. Dlatego własnie zatrudniłem Toma. Gdybys nie
przerywajac tylko, by na nia spojrzec.
przypomniec sobie ¿adnej modlitwy. W koncu poczuła, ¿e
nazwiska Cahill i zwiazanych z tym oczekiwan ze strony
- To, co mi się żywnie podoba.
- Mówiłes, ¿e ona nie ¿yje.
nieokreslony gest łopata.
Niewiele się tu zmieniło.
powodu słabej znajomosci angielskiego. Rosa wyszła z
Z pomoca pielegniarki Marla zdołała napic sie troche
- Nie mam ci nic do powiedzenia, Smith. I nigdy nie miałem. Żałuję tylko, że za bardzo ci pobłażałem, gdy
- Gdzie?
Shelby chrząknęła.
powlokła sie do swojej sypialni i zrzuciła pantofle.

©2019 www.animis.to-cwiczenie.kobierzyce.pl - Split Template by One Page Love